Włamanie do szkoły

0
250
Ewald

Klasa 6, grudzień, dokładnie 2 grudzień, piątek. Siedzimy sobie spokojnie na matmie i przepisujemy jakieś pierdoły do zeszytu, w między czasie pani przypomina nam o sprawdzianie, który piszemy w poniedziałek na pierwszej lekcji. Każdy z moich 4 kumpli zrobił wielkie oczy. Jaki do chuja sprawdzian? Czemu ja nic nie wiem? Po lekcji zapytałem się jednego z klasowych kujonów czy wie coś o sprawdzianie. Powiedział, że na dzienniku już jest wpisany od tygodnia. W tamtym momencie mi się przypomniało, że kompletnie zapomniałem o regularnym sprawdzaniu dziennika. Dobrze, że pani nam przypomniała bo inaczej to był miał przesrane. Każdy z moich kumpli również nie sprawdzał dziennika bo w końcu całe dnie po szkole grało się w gry. 2 dni na naukę do za mało, więc podjęliśmy decyzję, żeby włamać się w nocy do szkoły i zrobić zdjęcia testom, żeby wiedzieć co będzie. Razem z moją małą ekipą od razu po szkole poszliśmy do mnie, żeby ogarniać plan. A skoro już jesteśmy to przed stawie wam ich.
Gruby, wiadomo skąd pseudonim.
Panel, zwykły chudzielec.
Dynamit, często miał przypały jak na przykład szczanie do szkolnej umywalki.
Mózg, mądry w chuj, często nam pomaga jak nie mamy pracy domowej.
Ok, więc przyszliśmy do mojego domu. Starzy w robocie, więc luz. Wyjąłem kartkę A2 i zaczęliśmy myśleć. W sumie to mózg zrobił za nas całą robotę xd. Plan wyglądał tak, że najpierw oczywiście musieliśmy wyposażyć się w jakieś rzeczy. Mózg powiedział, żeby dynamit załatwił kominiarki, ja z panelem 4 łomy, a gruby drabinę. Cały plan miał wyglądać tak, że podstawiamy drabinę na okno pokoju nauczycielskiego czyli tam gdzie powinny być testy. Niestety nie tak szybko bo w pokoju nauczycielskim są kamery, więc trzeba jakoś ochroniarza odciągnąć. Tym się zajmie dynamit i panel, podczas włamania zobaczycie jak. Wtedy będzie można wejść do pokoju nauczycielskiego i otworzyć za pomocą łomu szafkę z testami. Plan prosty, teraz tylko, żeby nie zjebać. Po chwili chłopaki już poszli. Była godzina 16. Dynamit napisał na grupie, że ma kominiarki. Zajebiście, gruby też napisał, że ma drabinę. Po chwili dzwoni do mnie panel i mówi, że idziemy po łomy. Ubrałem się tak, żeby mnie nie rozpoznano czyli w jakąś maskę i poszliśmy do jakiegoś sklepu i wróciliśmy po godzinie z łomami. Było już ciemno bo w końcu grudzień, ale i też w chuj zimno. Z 3 stopnie wtedy były. Śniegu sporo. Panel dał mi łomy i rozeszliśmy się do domów. O godzinie 20 mózg napisał na grupie, że już czas. Wychodzę z domu. Rodzice się pytają gdzie idę. Ja mówię, że do parki z kumplami na bitwę na śnieżki. Nic nie podejrzewali na szczęście. Dobrze, że ukryłem te łomy. Na parkingu przed szkołą stała już cała ekipa. Każdemu rozdałem po łomie, a dynamit dał każdemu kominiarkę.
-"Dobra chłopaki, lecimy". Powiedziałem z lekkim strachem.
Idziemy na bok szkoły, tam gruby podstawia drabinę pod okno pokoju nauczycielskiego. Krok 1 zaliczony. Teraz krok najtrudniejszy czyli odciągnięcie ochroniarza. Dynamit i panel weszli do szkoły przednim wejściem. Dynamit wziął ze sobą nieco śniegu, zaraz się przekonacie dlaczego. Ochroniarz miał swój pokój obok pokoju nauczycielskiego na 3 piętrze. Trochę źle. Weszli na 3 piętro i panel wyjął z plecaka kamień, który miał w kieszeni i rzucił nim o podłogę. Po chwili usłyszeli jak drzwi od pokoju ochroniarza się otwierają. Schowali się za ścianą. Widzieli jak ochroniarz chodzi z latarką i krzyczy "czy ktoś tu jest ?!". Wtedy to co odjebał dynamit do dzisiaj nie zapomniałem. Podszedł po cichu za plecy ochroniarza i wsadził mu ten śnieg do dupy xd. Ochroniarz upadł na podłogę i zwijał się jak wąż. Przynajmniej tak mi mówili. Ja cały czas z mózgiem i grubym czekaliśmy pod ścianą szkoły, na wyłączenie kamer. Ochroniarza zamknęli w klasie i skleili mu usta taśmą i związali. Wtedy dynamit dał sygnał, że można wchodzić. Powoli zacząłem się wspinać po drabinie. Okno mi otworzył panel. Wtedy weszli gruby i mózg i szybko zabrali drabinę, żeby nikt się nie skapnął. Zaczęliśmy przeszukiwać wszystkie szafki. Po kilkuminutowych poszukiwaniach znaleźliśmy tą szafkę. Wyjęliśmy testy z szafki i zaczęliśmy robić zdjęcia telefonami. Każdy zrobił kilka zdjęć i teraz trzeba spierdalać. Zamknęliśmy szafkę i dynamit uwolnił ochroniarza, żeby nie został tam całą noc, żeby nie było podejrzeń. Żeby nie dzwonił po policję itp. to dynamit mu sprzedał kilka plaskaczy. Wszyscy spierdoliliśmy przednim wejściem. Pomogliśmy również grubemu z drabiną.
Wszyscy zbili piątkę i się ucieszyli. Cała akcja trwała do około 20:45. W poniedziałek napisałem test na 5+, gruby 5, panel też 5, dynamit na 4+, a mózg to wiadomo na 6. Nikt nas nie podejrzewał. Niby ochroniarz mówił, że było jakieś włamanie, ale tak jak już mówiłem nikt nas nie podejrzewał. To było jedno na najlepszych wydarzeń w moim życiu, nigdy tego nie zapomnę.

Komentarze