Sąsiad Zygmunt
Witam Państwa, inżynier elektryk, 40 lat doświadczenia w zawodzie. Otóż chciałbym Państwa przestrzec przed moim sąsiadem, panem Zygmuntem Krajewskim. Otóż proszę Państwa, jak każdy normalny człowiek, choinkę sobie proszę Państwa kupiłem na święta. Bardzo dorodna, równomierna, idealna na uczczenie najważniejszego dnia w roku. I proszę Państwa, wyobraźcie sobie Państwo, zostawiłem ją na momencik zaledwie na mym podwórzu. Wchodzę ja do komórki po siekierkę, co by ją do stojaka podostrzyć trochę, bo jak Państwo pewnie wiecie, choinki w dzisiejszych czasach miewają nazbyt szerokie pnie. Wchodzę ja, proszę Państwa, a potem sobie normalnie wychodzę, aż tu widzę kurwa mojego sąsiada Zygmunta, jak mi chuj jebany stoi i igły skubie jak jakiś wrzód przegniły na jego własnej kacapskiej dupie! I proszę Państwa, proszę sobie wyobrazić, jakem się natenczas zdenerwował. Komuch w osiemdziesiątych na mnie na ubecję donosił, podsłuchy w domu zakładał, a teraz sobie stoi i choinkę kurwa skubie! No więc go proszę kulturalnie, co by się kutasiarz jebany od mojej choinki odpierdolił, jako że choinka na wpół oskubana jest zmazą na Honorze Polskiej Rodziny. A on mi na to cwel w dupę zapierdolony, że on tylko tak troszeczkę, że podziwia jaka kształtna, i że szczęśliwych świąt życzy mi i całej rodzinie mojej. Ale musicie Państwo zrozumieć, że to nie było wcale troszeczkę, bowiem całą gałązkę mi łysą zostawił karzeł pezetpeerowski radzieckie dupy liżący. No więc mu kulturalnie tłumaczę, że troszeczkę to mu się może pałka na stare lata podnosić, a on mi tu właśnie choinkę na święta piękną zniszczył! On jednak najwyraźniej aluzji nie zrozumiał, bo zaczął się zaraz zarzekać, że on z ZOMO nigdy nic wspólnego nie miał, że sam pałką raz w plecy oberwał, a z tą ubecją to już mi przecież tłumaczył, że to lewe papiery były, że on by mnie przecież nigdy, że zawsze wiernym był sąsiadem i że za kryzysu mnie przecież salcesonem częstował. A musicie Państwo wiedzieć, że nie był to świeży salceson, lecz mnie komuch jebany otruć chciał - cała rodzina przez trzy dni rzygała aż się na schody przelewało! No więc mu kulturalnie tłumaczę, że jest podłą komunistyczną świnią, że miejsce jego jest w chlewie, a nie przy mojej choince (taka metafora, jako że świnie mieszkają w chlewie), i że ma mi pedał nową choinkę kupić, a jak mu się moja tak podoba, to niech ją sobie w dupę wsadzi i tak chodzi po mieście. Siekierką mu przy tym nad uchem pomachałem, co by słowom moim nadać odpowiedniego autorytetu, bo chyba Państwo rozumieją, że kacapskim mendom ciężko normalnie do rozumu przemówić. A on proszę Państwa na to, że on nigdy nic złego nie chciał, że chce żyć w pokoju i że chętnie może moją choinkę zamienić na swoją, co by zwady sąsiedzkiej na próżno nie potęgować, zwłaszcza w tym pięknym świątecznym czasie. No więc dałem człowiekowi szansę, bo chociaż kacapska menda to przecież miłować bliźniego trzeba. Idzie więc po chwili ze swoją choinką, z drugiego piętra znosił to się zmęczył nieco, no i biegnie do mnie przez ulicę, nie oglądając się w prawo ni w lewo. Patrzę więc na niego, aż tu nagle jeb! - ciężarówka wjeżdża prosto w moją nową choinkę! Niech Państwo tylko pomyślą co też trzeba mieć w głowie, aby nie dość, że być podłym komunistycznym ścierwem, to jeszcze nie umieć przez ulicę przejść normalnie jak człowiek! Zaraz więc podszedłem i zaczynam podnosić moje drzewko z ulicy, aby przetransportowawszy je w bezpieczne miejsce, ocenić rozmiar szkód. No i proszę sobie wyobrazić, cztery gałązki złamane! Przysiągłem zatem sobie, że od tej kacapskiej kurwy już nigdy w życiu nic więcej nie wezmę, bo te gnidy nie są w stanie z żadnej umowy uczciwie się wywiązać. Zepsuł mi więc święta kacap jebany - jedna choinka oskubana, druga połamana, co że są dwie jak żadna nie wygląda jak należy. Nikomu nie polecam tego sąsiada, na szczęście ten spierdoleniec stalinowski nikomu już krzywdy nie wyrządzi, bo się wykrwawił przy tej ciężarówce, i kurwa dobrze mu tak, szmacie czerwonej.
Komentarze