Przygoda anona w branży burdelowskiej
Bądź mno, Anon lvl 20. Jesteś zwykłym studentem na drugim roku jakiś tam studiów. Hajsu nie masz a od rodziców już 3 lata temu sie wyprowadziłeś i nawet nie masz czego u nich szukać, bo ojciec leczo wpierdala a matka ciągle pety jara bez opamiętania. Dzwonie do kolegi anona Bajasza. Jego pseudonimu i tak nie zrozumiecie. Dzwonie do niego i pytam sie go:
- Mordko, jak u ciebie z hajsem? (Anon)
- No krucho troche bo mi facet na czynsz zajebał (Bajasz)
- Kurde no bo mam chcice a nie mam hajsu (Anon)
- Dobre, to siema (Bajasz)
- No narazie.
Po tej krótkiej rozmowie myślałem jak tu skombinować hajs. Rozmyślałem już nad pracą jakąś ale to nie dla mnie. Wten wpadłem na najlepszy pomysł mojego życia. Otworze agencje towarzyską! Chcice będę załatwiać co chwile a i hajsik wpłynie. Dzwonie ponownie do Bajasza i mu opowiadam cały plan, ten z bananem na ryju wpierdala sie do mnie i szukamy lokalu nie drogiego i dużego do wynajęcia. Sprzęt sie jakoś ogarnie. O! Patrz te: Wnajmę lokal o wielkości 300m na 300m z wyposażeniem barowym. Możliwość uruchomienia biznesu. 4% z zarobków dla właściciela lokalu. My myślimy czemu nie, w końcu chcicy załatwimy a ten janusz dostanie tylko 4%. Nastała godzina jedynasta wieczorem. Kłade sie spać oglądając pornola i waląc konia. Nazajutrz budzisz sie z hałasem walenia do drzwi. Ubieram spodenki, koszulke i otwieram drzwi a w nich podjarany Bajasz.
- SŁUCHAJ! MUSIMY SZYBKO WYNAJĄĆ TEN LOKAL!
Ja do niego zaspany:
- Bajasz co ci odjebało? Słabej koki sie nawciągałeś czy co jest?
Ten mi zaczął opowiadać biznes plan jaki przygotował. Zgodziłem się. Chodziło w nim o tym, że wynajmujemy ten lokal co go podpatrzyliśmy na necie i dokupujemy pare rur do tańczenia i zatrudniamy obsługe za najniższą krajową. Brzmiało to na plan idealny, do czasu. Zrobiliśmy to co chcieliśmy i lokal wyglądał jak typowy burdel. Rury do tańczenia, bar i kible aby można było zgonować. Zatrudniliśmy barmana, 3 laski i ochroniaża. Sami se kupiliśmy monitoring i kasy fiskalne (Dodam, że hajs na to wszystko mieliśmy z pożyczki w banku). Interes się kręcił jak karuzela. Wszystko fajnie i wogóle. Przyszli pierwsi klienci. Pod koniec miesiąca oszacowaliśmy zyski. 10000zł na czysto. Po zapłaceniu rachunków zostaje 8500zł. Po 1000zł dla każdego pracownika i zostało nam 3500zł. Podzieliliśmy się na pół resztą i jesteśmy zadowoleni. Przyszłe miesiące - według naszych przeliczeń - powinny przynieść zysk powiększony dwukrotnie i tak też się stało. 4 miesiące działania naszego lokalu. Zyski już na poziomie 30000zł i płace dla pracowników podnieśliśmy o 250zł. Zatrudniliśmy jeszcze kelnerke aby miała co robić. Nasz majątek po roku działalności przekraczał 25000zł na jednego. Byliśmy gwiazdami miejscowego burdelu. Janusz który nam wynajmował lokal kazał do zapłaty dorzucić 1000zł. Zgodziliśmy się bo co mieliśmy zrobić jak nas stać było. 2 lata działalności naszego lokalu. Pewnego dnia wpierdoliły do nas 2 goryle z kominiarkami i gnatami w rękach. Myślałem że to napad ale poszli do naszego biura i wpakowali nas do bagażnika ich be emki. Obudziliśmy się przywiązani do krzeseł w jakiejś opuszczonej fabryce, Próbowaliśmy się wydostać ale bez skutku. Nagle do hali w której byliśmy wszedł jakiś gruby stary facet. Około 60, wysoki na 1,7m i ubrany we włoski garnitur. Myślałem że nas porwali dla okupu. Okazało się że to właściciel sieci burdeli w całej europie. Zaproponował nam współpracę. Jednego nie mogliśmy zrozumieć: Czemu nas porwał a nie przyszedł i nie pogadał? Wyjaśnił nam wszystko i skończyło się na tym, że nasze zarobki wzrosły o kolejne 25000zł. Po 7 latach działalności postanowiliśmy oddać ten biznes innemu przedsiębiorcy, a cały zysk wziąć na swoje konta bankowe. Odtąd żyliśmy jako bogacze leżący do góry jajami i tak zakończyła się nasza przygoda z burdelami i biznesami.
(Dłuższej pasty nie mogłem wymyślęć xD)
Komentarze