Ochrona obozu

0
178
Ewald

Kiedyś byłem w wojsku, nawet dość długo ale jednak generalskich gwiazdek się nie dochrapałem. Mimo to było fajnie, szkolenia, poligon czasem jakaś wojenka się przyplątała. Ogólnie fajna przygoda i dużo wrażeń.
Była raz taka akcja mission impossible, że zostaliśmy wysłani ochraniać obóz w sile 4 wojaków.
Na terenie obozu były namioty, gar kuchnie polowe, jakieś zaplecze techniczne i jakieś zapasy. Wszystko otoczone siatką. Dużo tego nie było ale trzeba było pilnować żeby lokalsi nie rozkradli. Generalnie obóz czekał na zasiedlenie.
Zajęliśmy jeden namiot, dwóch szeregowych, ja i sierżant. Umówiliśmy się, że co pół godziny każdy po kolei będzie chodził na patrol wzdłuż siatki i sprawdzał czy wszystko gra. Żeby nie było nudno to graliśmy w karty, a żeby się lepiej grało to popijaliśmy wódeczkę.
To były jeszcze takie czasy, że w woju się piło i to czasem dość ostro. Mówiło się też, że dobrze wyszkolony żołnierz to maszyna do zabijania i pochłaniania dużych ilości alkoholu 😉
Siedzimy tak i gramy w te karty, pijemy tą wódkę i chodzimy na patrole, kilka kolejek już przeszło i znowu przyszła moja kolej na wyjście. Chcę wstać z podłogi, macam gdzie jest mój karabin i KURWA NIE MA MOJEJ BRONI!!! GDZIE MÓJ KARABIN, KURWA!!!
Wytrzeźwiałem w pół sekundy, reszta w sekundę i żeśmy wypryśli z namiotu z latarkami szukać mojej broni. Obeszliśmy cały obóz i w końcu karabin się znalazł. Wisiał sobie spokojnie na drzewie przy płocie. Wtedy sobie przypomniałem, że za ostatnim razem zachciało mi się lać i powiesiłem go na drzewie bo mi przeszkadzał. A na szkoleniu mówili żeby nigdy nie tracić kontaktu z bronią. Nigdy więcej tego błędu już nie popełniłem no ale wtedy byłem jeszcze w miarę młodym żołnierzem.
Z tego co pamiętam to za utratę broni było chyba 8 lat, a za ucieczkę z bronią 15 lat czy jakoś tak.

Komentarze