Randka z Biedronki

0
195
Ewald

Wpadasz do Biedronki. Coccinella septempunctata. Z łaciny- Biedronka siedmiokropka. Biedronka w logo sklepu też ma siedem kropek, możesz sobie to kurwa sprawdzić.
Ubrany w woń Oldspajsa i zagraniczne ciuchy z osiedlowego Fatałaszka.
Wbijasz, uzupełniasz koszyk zakupami produktów z promocji
2 w 1, 3 za 2, taniej z kartą, nic na wagę bo w chuja walą z wagą i zburzysz plan. Bierzesz coś z kartonu, z wwożonej dopiero na sklep palety. Pytasz kobitki jaki na to kod w kasie. W chuj zdziwiona sprawdza i odpowiada. Jak już masz kod, ciśniesz prosto do kasy. Wkładasz towary. Ona, na oko 38 letnia blondynka. Kiedy bierze ostatni produkt, zaczyna Cię prosić żebyś poczekał, bo ona nie wie jaki to kod. Mówisz jej, żeby spróbowała 21 37. Wchodzi. Z rozdziawionymi ustami patrzy na Ciebie. Podaje kwotę do zapłaty. Dokładnie taką, jaką miałeś wyliczoną. Wyciągasz wielką garść drobnych, patrzysz na nią 5 sek i ze zmrużonymi oczami szepczesz, jakbyś liczył. Zdejmujesz z dłoni kilka monet i mówisz że odliczone. Ona sprawdza, w tym czasie mówisz że ma bardzo delikatne dłonie, nawet jak nie ma. Już wcześniej wypatrzyłeś brak obrączek i pierścionków od zaganiacza.
Kasa się zgadza. Mówi do Ciebie, że to niesamowite, pyta jak to robisz. Mówisz, że można się tego szybko nauczyć. Zgłaszasz przed płaceniem posiadanie karty Biedronki. Nie masz przy sobie karty, podajesz nr telefonu. 505-121-... Odchodzisz, w połowie drogi odwracasz się z uśmiechem.
Czekasz, w godzinach wieczornych masz telefon. To ona. Że to z liczeniem jest niesamowite, że by się chciała nauczyć, bo klienci szybciej obsłużeni i premia na koniec miesiąca. Mówisz, że masz czas właśnie dzisiaj. Po chwili ciszy zaprasza Cię do siebie.
Przyjeżdżasz z winem z Tesco, żeby nie wiedziała ile kosztuje. 9,99 PLN.
Zanim zaczniesz wykład o liczeniu drobniaków, prosisz żeby coś opowiedziała o swojej pracy. To ona zaczyna, że ciężko, że mało ludzi do pomocy, że teraz to niedziele wolne, ale więcej roboty w weekendy. Nic nie mówisz, słuchasz. Ona z drugim kieliszkiem zaczyna, że kierowniczka pojebana, że ta pizda z drugiej zmiany ją wkurwia i ciągle ją podpierdala że chodzi na fajka. Przy trzecim kieliszku zaczyna płakać, że palety ciężkie, że wszystko ją boli, że nie ma siły, że nie może nikogo poznać bo ciągle w pracy. Wtedy delikatnie ocierasz jej łzy z policzka, przytulasz i szepczesz zaklęcie- Jeszcze co klienci popierdoleni...
Ona odwzajemnia pocałunek, zaczynasz masować piersi. Siarczyny z wina robią swoje, jest gorąca i cała Twoja. Pieprzycie się całą noc, to jest dojrzała, świadoma swoich i Twoich potrzeb kobieta.
Rano zakładasz ubrania, ona się budzi i pyta co robisz. Mówisz, że wychodzisz. Pyta gdzie idziesz. Mówisz jej że jest sobota. Nie rozumie. Tłumaczysz, że jak sobota to tylko do Lidla, do Lidla, po promocje tam, parking ram, pam, pam, pam.
Widzisz że zaczyna płakać. Pyta przez łzy, czy naprawdę idziesz do Lidla. Mówisz, że tak, bo jesteś tam kasjerem i masz jeszcze rozładunek towaru i masz za to jeszcze 500 zł dodatku. Zaczyna wyć na całego. Rzuca w Ciebie poduszką i krzyczy, pyta co z nauką liczenia kasy.
Mówisz, że to trochę jak praca dla konkurencji i stwierdzasz, że przecież nie chce żeby Cię zwolnili. Wychodzisz. Jesteście z dwóch różnych światów. O związku nie ma mowy.

To jest tanie ruchanie bez zobowiązań, a nie że będziesz się na dysce ociroł, kupował kolorowe drinki i zgrywał Maseraka, potem palił gasoline w aucie, żeby jej Kazimierz nad Wisłą pokazać.
Do tego prędzej zabraknie Ci klubów jak Biedronek.
Wszystko sprawdzone. Działa. W Warmińsko Mazurskim już trzeba ostrożnie.

Komentarze