Byłem dwa tygodnie w Japonii na Erasmusie
To uczucie, gdy byłem dwa tygodnie w Japonii na Erasmusie. Leciał ze mną Bartek - 169/92 łibu spierdolina. Myślał, że będę go lubił bo hehe polak xD
Przydzielili nas razem do pokoju. Pierwszy dzień chciał mnie wyciągnąć na wagary na jakąś ulicę z chińskimi bajkami, a ja powiedziałem że pierdolę, przyjechałem tu pić sake i srać japonki. Po powrocie zajebał swoją połowę pokoju jakimiś plastikowymi figurkami i tapetami z chińskimi dziewczynkami xD
Ale chuj, powiedziałem, że polak, stawia mi obiady, bo powódź koło Sandomierza była i rodzice dostali spore odszkodowanie, to nie będę go wyzywał.
W piątek podeszły do mnie Czeszki, że organizują imprezę interkulturalną i czy bym nie wpadł, ale bez Bartka. No to ja mówię spoko, że wpadnę z Polską wódką.
W sobotę już /fa/ ubrany i gotowy do wyjścia, sięgnąłem po moją wódkę, Bartek to zobaczył i:
> Gdzie lecisz?
> A no Czeszki mnie zaprosiły do siebie.
> Mogę iść z tobą?
> No nie wiem, mało miejsca w pokoju mają…
> Oj tam, nie muszę siedzieć, będę się bawić xD
No dobra, zagryzłem język, a on jak ubrał wyjściową koszulkę z Ahh Megami Sama, to go wziąłem.
Na miejscu przeprosiłem Czeszki, że się za mną przypałętał, i że chciałem mu delikatnie powiedzieć żeby nie przychodził, ale to zjeb i się uparł.
One zrozumiały i zaprosiły mnie na kielona. Zacząłem melanż na całego, całe piętro akademika było w Europejczykach, Japońcach i Hiszpanach. Tańczyłem i rozmawiałem z tęczą ludzi.
Po pewnym czasie, lekko wstawiony zobaczyłem, że rozkręca się jakaś inba, bo śmiech zagłuszył muzykę. Podchodzę do miejsca zbiorowiska i widzę. Bartek w koszulce oplutej, spodniach oszczanych, kuli się w kącie, a Japończyki po nim skakały, bo taki okrągły i miękki. Wszyscy na niego lali drinki, pluli na niego i rzucali jedzeniem. Spytałem się jakiegoś gościa po angielsku o chuj tu chodzi, czemu bijecie tego polaka. A on na to, że wypił Francuzowi dwudziestojednoletnie wino, które dorastało razem z nim i miał je wypić z najlepszymi kumplami dzisiaj, ale ten zjeb je wypił na hejnał i się dziesięć sekund później porzygał i poszczał xD Francuz się wkurwił i zaczął go kopać z kolegami, wylewał na niego poncz i rzucał sosem, a po tym dołączyli się losowi ludzie xD
Ja już zacząłem śmiechać. Bartek mnie zauważył i krzyknął:
> Proszę, pomóż mi, jesteśmy przecież Polakami, braćmi i przyjaciółmi!
A ja mu wtedy na to:
> Spierdalaj, ty gruby śmieciu i wracaj do tych swoich chińskich bajek.
I rzuciłem go gorącą czekoladą z automatu za pięćset jenów. Wtedy zaczął na dobre szlochać, bo już wcześniej płakał.
Ostatecznie po piętnastu minutach poniżeń wstał i wybiegł stamtąd, zasłaniając twarz rękami. W międzyczasie ludzie podkładali mu nogi i pluli na niego xD
Po tej imprezie zobaczyłem go dopiero w samolocie, bo zabrał swój śpiwór i resztę tygodnia spał w łazience xD
Komentarze