Jestem studentem elki

0
176
Ewald

Jestem studentem elki…, Weiti, lub 'tego pierdolonego wydziału' jak kto woli. 24h na dobę, 365 dni w roku jestem „do dyspozycji”. Niedziela, wigilia, sylwester. Upał, ulewa, mróz, dzień, czy noc. Jest kolos i jest projekt, trzeba działać. Nie mogę nie mieć siły, nie mogę mieć gorszego dnia. Zawsze trzeba dać z siebie wszystko. Często jestem niewyspany, niekiedy głodny, bo nie mam czasu zjeść. Czasem mi gorąco, czasem marznę.

Po 8h zajęć z przerwami na kucie do wejściówek. Planuję szybki zjazd na obiad. Przed lokalem pilne wezwanie kumplaa do projektu, no nic. Zjemy za chwilę, czas mija. I mija... Godzina 22:30, szybki Hot dog na stacji.

Ale co z tego, jeśli w grę wchodzi inżynierka, lub zaliczenie krytyka?

W telewizji, jest lekko, czysto, pięknie i przyjemnie. Normalnie, wymarzone studia. Niestety życie to nie serial. A elektronika, telekomunikacja to nie bajka. Też kiedyś myślałem, że praca listonosza jest ciężka. A praca 8h za biurkiem, męczy, stresuje. Do czasu…

Pracę zaczynam o 7:00. Kończę po 24h, czasem po 48h. Niekiedy ziomek dzwoni o 6:20, aby jak najszybciej przyjechać na wydział, bo jest ZZU, lub zerówka z upierdalacza. Bez zastanowienia odkładam kanapkę i jadę...

Projekt ze zleceniem na dostarczenie sprawka do prowadzącego osobiście o 18, w wersji papierowej. Labki z psychopatą. Czwarte podejście do przedmiotu, brak poprawek, prowadzący przychodzi na konsultacje jak chce, bo ma realizację raz na dwa lata i mu nie zależy. Lecę do gabinetu, przyszło nas dwoje, prowadzący właśnie wychodzi… ledwo, ale wybłagujemy kolejny termin, pot oblewa czoło i plecy. Co zrobić, jak zachciało się robić inżyniera. Pisać soft? Projektować sieci? Czy można to zrobić, klikając na facebooku, lubię to?

Na co dzień widzę - ból, choroby, płacz, urazy, odleżyny z przesiedzenia na dupiue, samotność, często śmierć. Mało? Widzę studentów z autyzmem. Spotykam na swojej drodze samobójców, tych co próbowali, bo chcieli zwrócić na siebie uwagę i tym co się udało. Ludzi, którzy nie widzieli wanny tygodniami, może dłużej? Wszy, świąd, robaki, krew, wymiociny, kał. Ludzi z objawami odstawienniczymi i innymi chorobami psychicznymi. Często są to znajome twarze, ludzie, którzy, kiedyś byli młodzi, mieli kobiety, prace, dzieci, hobby, pasję. Byli uśmiechnięci, cieszyli się, mniej, lub więcej życiem. Dziś siedzą na labkach jak „warzywa”, umierają uduszeni własnymi aspiracjami, lub wiszą na pasku od torebki…

Czytam źródła, przeglądam dokumentację. Patrzę na projekt, który mam w wynikach, widzę jak, konsola wypierdala błędy, widzę w jego błędah grymas bólu, żal i smutek. Rak z przerzutami, nieskończone pętle, wynikom z dupy nie widać końca. Godzina, dzień, tydzień, może miesiąc wegetacji, i koniec. Zapraszam za rok.

[DALEJ NIE PRZERABIAM, MAM DOŚĆ, ILE MOŻNA]

Czy narzekam? Czy się żale? Nie, poprostu wspominam kilka dni ze studiów... dzień, jak codzień.

Ponoć, każdy z nas, ma w głowie swój własny, mały cmentarz? Jestem tylko studentem elki, przyszłym inżynierem, a to jest mój manifest… początek mojej historii.

Komentarze