Magia "zamążpójścia"
Przychodzi czas że dziewczyny się zakochują. Wtedy mają motyle w brzuchu i czerwone lewe ucho. Znalazły tego jedynego. On jest śliczny, zabawny, uroczy i potrafi jeść widelcem. Cała paleta zalet. Ideał wręcz. Przychodzi na randki z badylem, umyty i spryskany próbką Ferrari. Zagaduje do przyszłej teściowej i prawi kolmplementy a teściu przeprowadza wywiad środowiskowy i pyta czy kandydat do zakiszenia ogórka utrzyma podstawową komórkę społeczną z pracy w hurtowni jogurtów. Są zapewnienia, że na luzie, bo pracuje na 3 zmiany i ma wolną niedzielę. Są randki w maku i wypady do kina na Botoks. Ona się stroi, robi elewacje i permanentny zarost nad gałami. Jest cudnie. Są o siebie zazdrośni i kiedy ona wyłazi z koleżankami na browar jemu kłębią się myśli. A jak on się spotyka ze swoim kumplem, tym ruchaczem Piotrkiem ona wyrywa sobie papiloty i płacze nad wiadrem i spożywa mnóstwo czekoladek. Potem po ślubie do którego jadą taką limuzyną co ma przód w województwie podkarpackim a bagażnik w zachodniopomorskim wychodzą na jaw jego pasje. Rozrzucanie skarpet po całym kwadracie, przegląd sportowy w kiblu i łupanie w gierki na fejsbuku. Ona gada o tym z matką, z jego matką i matkami przypadkowo spotkanych przechodniów. Ustalają, że to jest naganne i on ma szlaban na dupę chociaż ona jest napalona jak Arab na kurs pilotażu. Po zdjęciu sim locka ona zostaje zapylona. On ze szczęścia czyta bajki do brzucha trzymając książkę odwrotnie. Jest potem rodzinny poród a on mdleje i opuszcza placówkę tydzień po niej. Zaczyna linieć i wychodzi alergia na wodę oraz DNA niedźwiedzia, bo większość sezonu małżeńskiego on śpi. A jak wstaje to tylko wyjeść kopytka z garnka. Ona wisi na telefonie alarmowym z psiapsiółką i mówi, że czuje iż marnuje sobie życie z tym chamem i palantem w jednej osobie. Psiapsiółka doradza. Ona daje mu szansę i jadą do Pobierowa. On ma upojną noc, ona na trzeźwo. Wracają, bo teściowa nie chce się opiekować smarkiem, bo chodzi na Zumbę i do fitnessu. On już ogląda nawet mecze 5 ligi urugwajskiej i żłopie żubra. Ona się ze zgryzoty zapuszcza i po roku jej gaciami można przykryć Jelcza. Rutyna i zrezygnowanie. Gadają alfabetem Morse'a. I tak naprawdę brak rozmowy zabija wszystko
Komentarze