Biała Armia to manifest postępowej Matki Polki
„Biała Armia” to manifest postępowej Matki Polki. Beata wciela się w każdą kobietę, której się zdarzyło wejść do pokoju lub łazienki, akurat w tej chwili, gdy jej nastoletni syn siedzi przed Pornhubem. Jaka byłaby matczyna reakcja jeszcze 50 lat temu? Kary, krzyki, straszenie ślepotą i błoną między palcami, nie wspominając już o ogniach piekielnych. A Beata co? A Beata jest matką nowoczesną, piewczynią progresu i życia w zgodzie z samym sobą. Zamiast wzbudzać w dziecku poczucie winy tworzy pieśń pełną dumy, kibicuje synowi w niewinnych eksploracjach własnego ciała, zachęca go do dalszych odkryć. Już w pierwszym wersie godzi się z tym, że jej dziecko zyskało autonomię, własną podmiotowość, abdykuje z opresyjnej matczynej pozycji i przyznaje wprost: „To TWOJA flaga, mój młody przyjacielu”, akceptując jednocześnie nieuchronność ewolucyjnych mechanizmów biologicznych: „Nie musisz kochać jej barw”. Później tłumaczy pryszczowi, że to hobby pozostanie mu już do końca życia: „Nigdy nie będziesz już sam”. Uczy go kontroli oddechu, niezbędnej przy zabiegach autoerotycznych: „Możesz wreszcie zachłysnąć się powietrzem” i tłumaczy prawidłowy wektor erekcji: „I unieść do góry jak ptak, he-hej”. Będąc artystka nowoczesną, postępową i wykształconą przypomina dziecku po raz kolejny o darwinowskiej nieuchronności takich impulsów i niemożności ucieczki przed nimi: „Urodziłeś się, by służyć nam Właśnie nadszedł ten czas Whoah, to jest właśnie ten czas” Kierowana jakąś boską wręcz weną zamyka w tej strofie cały koniec niewinności, jaki spada zwykle dość nagle na chłopców wieku 13-15 lat, ale w odróżnieniu od matek z poprzednich stuleci nie jest hipokrytką, nie ma w niej cienia dulszczyzny i drobnomieszczańskiego skrępowania chrześcijańską pseudomoralnością, nic z tych rzeczy. To, że syn na własna rękę odkrywa masturbację i przyjemność obcowania z samym sobą jest dla niej powodem do dumy, źródłem cheerleaderskich podniet, katalizatorem jednego z najbardziej dopingujących refrenów w dziejach polskiej muzyki rozrywkowej. Rozpoczyna go od kolejnego podkreślenia samodzielności dziecka: „Jesteś sterem”, docenia czystość tryskającego nasienia: „białym żołnierzem”, zamiast wpędzać w kompleksy, tłumaczy mu: „Nosisz spodnie, więc walcz”, a potem matczynym okiem ocenia rozmiar jego przyrodzenia: „jesteś żaglem” i ponownie zachęca do pozbycia się wstydu i dalszej eksploracji własnego ciała: „twoja siła to skarb”. Nie znam drugiej takiej piosenki po polsku, która z taką otwartością podchodziłaby do kwestii nastoletniej seksualności. Beata jako ucieleśnienie Matki Polski jest najpiękniejsza.
Komentarze