[RICK x ANTHONY]

0
187
Ewald

- Nghn...
- Mówiłem, żebyś się rozluźniła...
- To boli...
Zaśmiał się nerwowo. Przesunął ręką po długości łydki, z wyczuciem zaczął masować kolano.
- Spokojnie. Już lepiej?
- Nie tutaj boli...
Wsunął nieco głębiej, stęknęła mimowolnie. Zacisnęła zęby, by nie wydawać więcej dziwnych dźwięków.
- Jeszcze trochę i będzie po wszystkim.
Miała ochotę zwijać się z agonii, przeklinać na wszystkich agnostycznych bogów Schrodingera. W tej jednej chwili z całego serca pożałowała złożenia umówionej wizyty temu kompletnemu pajacowi. Pomyślała, że woli umrzeć. Jęknęła mimowolnie.
- No i już, widzisz? Po wszystkim.
Następną wizytę Anthony Hopkins umówiła na za miesiąc. Przy powrocie do samochodu delikatnie utykała, szeptała coś pod nosem.
- Jebany lekarzyna jebane kurwa zastrzyki w kolano ja pierdole amputuj mi nóżki od razu nie będę nigdy już chodzić głodna zrzucę fokę jak kurwa atomówkę na Hiroshimę nie dam kurwa rady.
Trzasnęła drzwiami od samochodu. Poczuła nieodpartą chęć rzucenia konkluzją z przebiegu ostatnich feralnych minut, jednocześnie żądzę wyrzucenia z pamięci nieprzyjemnych wydarzeń. Groteskowe podejście skutkowało w naprzemiennie otwierających się i delikatnie przymykających ustach w zezłoszczonym grymasie, spuentowanych przeciągłym "UHHH". Owa onomatopeja, ku ożywieniu Anthoniego, rozbawiła współpasażera.
- I co suszysz ząbki człowieku nienazwany masz ty rozum jakikolwiek i godności szczyptę?
- No już, już... - odpowiedział w szczerym uśmiechu Kuba Wojewódzki - Do którego tym razem?
- Plan B.
W radiu rozbrzmiał śmiech z puszki, oklaski i saksofonowy dżingiel. Bezwarunkowym odruchem Anthony przełączyła na następny kanał. Kuba z Taco nie przepadają za sobą, ale ten jeden raz kierowca postanowił go zignorować, by Anthony mogła miło spędzić noc. Ta wzięła głęboki wdech, pozwoliła basowi rozprowadzić ciarki.
10 minut później znaleźli się pod destynacją. Anthony trzasnęła drzwiami, nie odwracając wzroku ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Kuba jedynie szepnął coś do siebie z rezygnacją i odjechał.

- Mini kociołek Panoramixa raz - powiedziała niecierpliwie do barmana. Odłożył spokojnie dopiero co wypucowany kielonek.
- Żurawinowy czy wiśniowy?
- Malinowy.
- Skończył się, proszę pani. Zostały tylko żurawinowy i wiśniowy.
Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób wyrazić swoje niezadowolenie, ktoś podsunął jej do połowy wypełniony krwistym napitkiem kieliszek.
- Malinowy raz, mała - powiedział osobnik z typową dla siebie chrypką w głosie.
Był to ubrany w kitel niebieskowłosy mężczyzna w bardzo dojrzałym wieku. Anthoniemu zdało się, że jest w stanie dostrzec piękno gwiazd w jego oczach. Opróżniła zawartość jednym haustem.
- Tego potrzebowałam... Dzięki.
Spojrzała na tajemniczego amanta, uśmiechnęli się mimowolnie.
- Więc, oczekujesz teraz ode mnie czegoś w zamian, tak?
- Ależ nie, bynajmniej. Mam czasem ochotę zabawić się w dobrego Samarytanina dla uspokojenia z każdym dniem narastających wyrzutów sumienia. Jestem bardzo złym człowiekiem, wiesz?
Obrzuciła go zachęcającym spojrzeniem.
- Och, jak dobrze, że są jeszcze tacy na świecie. To do następnego - powiedziała, kierując krok w stronę parkietu.
- Nie, czekaj... - złapał ją za rękę.
- Tak?
- Ty cholero ty. - zmarszczył czoło w kontemplacji, wyraźnie eksponując swoją wytrymerowaną monobrew.
Zaśmiała się nieśmiało, przegryzła delikatnie wargę.
- Nie zechcesz się jeszcze napić?
- Na twój koszt.
- Barman! Dwa razy Mahakamski dwójniak dla mnie i... Jakie pani miano?
- Kodeks dżentelmenski wspomina o nieco innej kolejności przedstawiania się, czyż nie?
- Zaufaj mi, dżentelman to ostatnie określenie, jakim będziesz chciała mnie nazwać. Bywam dość agresywny i... Szalony.
- Ah tak? - parsknęła.
- Rick. Rick SaARGHNnchez - wybekał w momencie kulminacyjnym odgrywanej przez DJa 5 Symfonii Beethovena.
Anthony zrobiło się mokro, nieco zakręciło się w głowie.
- Anhony. Anthony Hopkins.

...

Gdy tylko zamknęła drzwi frontowe do swojego domu, Rick gwałtownie przyparł ją do ściany, całował namiętnie. Odepchnęła go z niechęcią.
- No co ty sobie wyobrażasz.
- Wiele, Anthony. Więcej, niż ty byłabyś w stanie.
Pstryknęła go w nos, zaśmiała głośno.
- Chcesz się czegoś napić?
W tym momencie wyjął swą jak zwykle przydatną piersiówkę bez dna, bez problemu ją opróżnił.
- Gdzie masz sypialnię? Tam masz sypialnię?
Złapał ją za rękę i poprowadził siłą. Wszelkie wołania Anthony zdały się ominąć uszy Ricka. Otworzył drzwi do pokoju po lewej od kuchni. W, jak się okazało, chłodziarni zastał gdzieniegdzie wiszące na hakach mięso ludzkie, sporadycznie zawinięte w pozycję embrionalną martwe płody.
- Huh.
W kolejnym pokoju alabastrowym i nieumeblowanym niby izolatka odnalazł stado stojących nieruchomo w szeregu ludzi ubranych w kowbojski ekwipunek. Wśród nich wyróżniał się czarnoskóry mężczyzna o delikatnych zakolach przy włosach elegancko łączących się z brodą niedługą, akuratną i przystojną. Wykazywał on bowiem dość ekscentryczne oznaki życia - biegał bezdźwięcznie dookoła, przy czym onanizował się z oziębłym wyrazem twarzy.
- Albercie...
- Kurwa ja pierdole. - przerwał Rick - Gdzie jest ta sypialnia?
Anthony zmysłowo odpięła parę guzików, zrzuciła swój krawat pod nogi Ricka i skierowała uwodzicielskimi ruchami na piętro. Przy ostatnim schodku zdążyła zrzucić z siebie popielatą marynarkę. Rick się nie śpieszył, delektował zaś każdym momentem swego zniecierpliwienia. Powstrzymywana żądza narastała z każdym wolno postawionym krokiem. Gdy wyjrzał zza framugi otwartego na oścież pomieszczenia, dojrzał stojącego do niego plecami, rozebranego do połowy istnego sukkuba. Właśnie zrzuciła gdzieś na podłogę koszulę w kratkę. Męskość Ricka przybrała już bardzo wyraźny kształt przy uwypuklonej części spodni. Nonszalancko się po niej podrapał i rzucił dziko na swą ofiarę.
- WUBBA LUBBA DUUB DUUUUUUUB!
Anthony odczuła swą zakodowaną w instynkcie uległość w sposób tak intensywny, że nie była w stanie formułować myśli dłuższych niż składających się z krótkich, pojedynczych zdań. Jednie -oddać się-, -wykorzystaj mnie- rozbrzmiewały w jej głowie, z rozpalenia dyszała głośno i nieregularnie. Rick łapczywie zdjął jej spodnie w kant, wykrzyczał coś w niezrozumiałym dla Anthony języku i uderzył z całej siły w prawy pośladek. Stęknęła w rozkoszy. Brutalnie złapał za krótkie włosy, odwrócił w swoją stronę. Anthony z nieporadnym, nieco wystraszonym i zawstydzonym spojrzeniem złapała za pasek. Drżącymi rękoma usiłowała go zdjąć. Rick szarpnął za jej ręce, momentalnie zdjął go sam i uderzył Anthony w twarz tak, że został zaczerwieniony, zapewne nieco piekący ślad.
- LICK-LICK-LICK MAH BAAAAALLLSS! AAAAAAH, YEAH!
Przycisnął jej twarz do wciąż znajdującego się w spodniach przyrodzeniach na tyle silnie, że zaczęła się dusić. Rzucił bez namysłu o ścianę, dał jej złapać oddech. Szybko zdjął spodnie i postawił portal w podłodze, do którego wrzucił się razem kochanką. W objęciach spadali w stronę bulgoczącej lawy u podnóża wnętrza wulkanu Chaiten w centralnej części obrzeży Chile. Anthoniemu napłynęła gorąca krew do głowy, przez chwilę miał pustkę w głowie. Pod wpływem świeżo zebranej adrenaliny Rick wypuścił na wolność swego fallusa i nieskrępowanymi ruchami przetestował, jak głębokie jest gardło Anthoniego.

Komentarze