Medalion z chrztu

0
188
Ewald

Słuchajcie kurwa.
Mam babcie.
Tak, wiem, wszyscy mamy lub mieliśmy babcie. Ale moja babcia..
Zacznijmy od tego, że jest już sędziwą osobą, osiemdziesiąt kilka lat na karku. Artretyzm, Parkinson, Alzheimer, Mcdonald i Jezus Chrystus to jej jedyni przyjaciele. A nawet o nich czasem zapomina. Przez tego pierdolonego niemca Alzheimera.
Tak dla formalności tylko wtrącę, że jest osobą głęboko wierzącą. Jak kurwa z resztą każda stara baba. I to w najbardziej hardcorowym wydaniu.
W jej pokoju wisi osiem obrazów Matki Boskiej Częstochowskiej, Cztery krzyże z Jezusem, w tym jedna pełnowymiarowa replika z Golgoty, stoją dwa popiersia Jana Pawła "Nic nie wiedziałem o pedofilii w kościele" Drugiego i jeden fresk odkuty z kościoła, który przedstawiał niegdyś Chrystusa, a po osobistym odrestaurowaniu przypomina nadmuchanego jeża. Z tym jeżem to była afera na skale światową ale jakoś się z tego wykaraskała. W tym akurat ten jebany niemiec jej pomógł.
Pomijam już takie rzeczy jak tysiące obrazków świętych i setki różańców święconych przez chuj wie jakich biskupów, biblie pisane po hebrajsku, przekładane oryginalnie ze staroaramejskiego, stare i nowe testamenty takie których nie powstydziłaby się biblioteka watykańska. Ale muszę wspomnieć jeszcze o jednym, specjalnym medaliku. Bo to o niego w sumie się rozchodzi.
Medalik z którym nigdy się nie rozstawała. Był z nią praktycznie od początku. Medalik z chrztu. Dla niej to była relikwia. Właśnie w tym rzecz, że była. Już nie jest..
Bo pewnego razu podczas czynności którą można określić jakoś tak pomiędzy rutynowym załatwianiem potrzeb fizjologicznych a umieraniem wpadł jej do kibla. Spostrzegła ten niuans w momencie kiedy wir wodny już go połykał. Na dobre.
Jeżu z obrazu! Co to był za lament! Nigdy nie widziałem osoby która by tak lamentowała. Ale akurat w tym się jej nie dziwię. Rozumiem ją. Pewnie tak samo bym płakał gdybym utopił w ten sam sposób lizaka, albo nie wiem, nieskasowany bilet do ZTM. Zwyczajna rozpacz.
Nie dało się jej uspokoić w żaden sposób, myślałem, że zaraz nam tam zejdzie. Chciałem dzwonić po pogotowie ale oni kurwa przecież mi tego medalika nie wyciągnął, a tylko powrót relikwii na jej właściwe miejsce przywróci spokój na tym pomarszczonym licu. Szambonurkowie też chuja pomogą, a w oczyszczalni ścieków nikt przecież nie będzie szukał pierdolonego kawałka srebra wielkości małego paznokcia. Co robić?
Wtem babci mózg, na który napiera więcej guzów niż jest kraterów na Księżycu, wpadł na pomysł. Dzwońmy po księdza! Nie sposób jej było odmówić.
Ksiądz przyjechał. Szybko streściliśmy mu sytuację i widać było, że ma facet nie lada zagwozdkę bo gra przecież toczyła się o ludzkie życie. Trochę już sfatygowane, na siłę przedłużane lekami i ogólnie przynoszące więcej kłopotów niż korzyści ale jednak ludzkie życie. Chwilę pomyślał po czym powiedział żebyśmy naszykowali kopertę. Najlepiej grubo wypchaną dolanami. Nie miałem kurwa jebanych dolanów więc nawpierdalałem mu w nią pieniążków z Monopoly. Tych akurat miałem najwięcej.
Sługa Boży w międzyczasie podszedł do dostojnego przybytku który zwykle jest miejscem ulgi a dzisiaj stał się miejscem kłopotów, podniósł deskę, pomamrotał trochę i powiedział żebyśmy się przeżegnali bo właśnie poświęcił wodę w sedesie. Babcia zaczęła śpiewać "Jezu dotknij mnie", a on, jakby to był zwykły, rutynowy dzień pracy, podszedł do teczki, wyjął kropidło i poświęcił tą wodą cały kibel i powiedział, że chrzci go i że teraz mamy ochrzczony kibel. Z sobie tylko znanych powodów dał mu na imię Mariusz.
Na moją twarz wpełzł wyraz typu "WTF?!" ale babcia była bardzo zadowolona z obrotu spraw, widocznie się uspokoiła i już nie pragnęła powrotu medalika. Jeśli chodzi o przedstawiciela kleru, zrobił to co robić potrafią najlepiej czyli wziął kopertę i spierdolił. Kamień z serca.
Teraz babcia klęczy całymi dniami w łazience i albo się modli albo karmi Mariusza herbatnikami, poi kawką i opowiada mu historię z życia, te które akurat jej się przypomną. Przyozdobiła Go takim naprawdę ładnym obrusem, okleiła wlepami z jej ulubionymi patronami i pali obok znicze. Oczywiście od tamtej pamiętnej chwili nikomu nie pozwala się w nim załatwić. A ja i tak to robię kiedy już śpi..
Jeden zero Mariuszu.

Komentarze