Jebawkowa rodzinka-SPÓR
Alina i Bogdan oddawali się właśnie w izbie rozkosznemu łamaniu trzeciego aksjomatu, gdy nagle usłyszeli pisk, wrzask, a potem drzwi izby otworzyły się i do środka wparowała dwójka ich młodszych dzieci, przekrzykując się nawzajem wniebogłosy.
– Cisza! – wrzasnął Bogdan, nie mogąc zrozumieć, o co chodzi – Co za inba się tu odjaniepawla?!
W odpowiedzi dzieci znowu zaczęły jazgotać jednocześnie. Umilkły, gdy otworzyły się drugie drzwi do izby i ukazała się w nich głowa starszej siostry.
– Anita, czego chcesz? – krzyknął Bogdan do najstarszej córki.
– Kropka taktyczna.
– Ja ci dam kropkę taktyczną! To nie twoja sprawa, co tu się dzieje.
– Bodek, nie krzycz tak, proszę. Głowa mnie boli. Nitka, ojciec ma rację – powiedziała zmęczonym głosem Alina.
– Ale mamo…
– Nitka, idź!
– Ale mamo, naprawdę…
– Bodek, manuj!
Bogdan ruszył już w kierunku Anity, która błyskawicznie uciekła. Zanim zamknął za nią drzwi, usłyszał jeszcze, żeby oboje z Aliną odsłuchali ważną wiadomość.
– Dobra, teraz chcę wiedzieć, co to za inba. Mówcie po kolei. Antynatalia, ty pierwsza.
– Bawiliśmy się na podwórku i on mi dał raka!
– Co?! Aksjomateusz, dlaczego dałeś siostrze raka?
– Bo ona próbowała mnie zrzucić z rowerka.
– cooo.avi
Bogdan poczerwieniał na twarzy. Tyle dni spędzonych na wychowaniu, tyle karnych godzin w akapiwnicy, i nic!
– Hurr, durr, mać… – zaczął w końcu, wyciągając pasek z wiszących na krześle spodni.
– Bodek, nie rób tego – powstrzymywała go Alina.
– Właśnie, że zrobię.
– Bodek, nie. Bodek! Bodek, na litość, połamiesz im NAP…
– A masz lepszy pomysł? – Bogdan wyglądał, jakby miał wybuchnąć jak źle zabezpieczony krasnal atomowy, ale uspokoił się.
Alina sięgnęła do portmonetki.
– Dzieci, macie tutaj po dziesięć cebulionów, znajdźcie sobie PAO, które rozsądzi wasz spór.
Dzieci wyszły, obrzucając się nienawistnymi spojrzeniami.
Gdy kilka godzin później Antynatalia i Aksjomateusz wrócili poobijani, posiniaczeni, z powybijanymi zębami i wciąż okładający się nawzajem, ojciec nie miał już tyle wyrozumiałości, a matka nie zdołała go powstrzymać. Dopiero późną nocą poszła do ich pokoju spytać, co właściwie się stało.
– Spotkaliśmy dwóch takich facetów…
– Takich z długimi włosami z boku głowy…
– I z brodami…
– I w takich śmiesznych, niedużych czapeczkach…
– Jeden był w czapeczce, drugi w cylindrze…
– Nazywali się jakoś tak dziwnie, nie pamiętam. Wolwer…
– Nie, to był stolet…
– Wolwer, jak końcówka od rewolwer…
– Nie, stolet, jak od pistolet…
– Dzieci, nie kłóćcie się – poprosiła Alina – Może chodzi o słowo “rabin”?
– Tak – krzyknęły dzieci chórem – Rabin.
– Dwa rabiny.
– Dwóch rabinów.
– Dwaj rabini.
– Dzieci…
– No i daliśmy im nasze cebuliony i powiedzieliśmy, o co nam chodzi, i żeby rozsądzili.
– No to czemu potem dalej się biliście?
– Bo jeden rabin powiedział tak, a drugi rabin powiedział nie.
Komentarze