Mój przyjacielu

0
212
Ewald

>bądź mną
>ogólnie wygryw, fajne mieszkanko, żonka zajebista dupeczka 9/10
>zapierdalasz w korpo od 6 do 18, żeby to wszystko jakoś opłacić
>twoją pasją zawsze była muzyka, grywasz amatorsko w jakiś obszczanych pubach za dwa browary
>tak zresztą wyrwałeś swoją obecną loszkę
>pewnego razu dzwoni do ciebie stary ziomek z czasów studbazy, Piotrek
>graliście razem w zespole, potem zespół się rozpadł i drogi się rozeszły
>no siema anon słuchaj jest sprawa
>żona mnie wyjebała z mieszkania, nie mam gdzie spać, mogę przekimać jedną noc
>wahasz się
>no anon, za dawne czasy, pamiętasz te inby w '74, kto ma wiedzieć ten wie xD
>ostatecznie się zgadzasz
>Piotrek przyjeżdża tego samego wieczoru
>ogólnie jest spoko, pijecie sobie browarki, wspominacie dawne czasy, gracie razem na gitarach
>koniec końców oboje najebani idziecie spać
>rano wychodzisz do roboty z myślą, że jak wrócisz ziomka już nie będzie
>wracasz, a ten dalej siedzi na chacie, robi sobie coś do żarcia
>kuchnia cała ujebana, żonka patrzy na ciebie wkurwiona
>ej Piotrek jest sprawa
>no słuchaj anon, jeszcze jedna noc, muszę znaleźc jakieś mieszkanie na wynajem
>pamiętasz te inby w '74?
>zgadzasz się, jeszcze jedna noc
>zresztą następnego dnia masz wolne, więc dopilnujesz żeby typ się wyniósł
>tylko jeszcze jedna sprawa anon, jako że jutro nie jedziesz do roboty, pożyczybyś mi samochód na parę godzin? Muszę wiesz, hehe, pojechać mieszkanie obejrzeć
>kurwa
>wymyślasz na poczekaniu historyjkę, że na ryby miałeś jechać
>że z ziomkami januszami kupiliście łódkę i co niedzielę jeździcie na sumy
>że karasie jedzo guwno
>no anon, a pamietasz
>dobra kurwa Piotrek, dostaniesz to auto, tylko potem wypierdalasz
>no jasne, przecież nie chcę wam hehe na głowie siedzieć
>idziesz wkurwiony do swojej sypialni
>dobrze, że żonka nagotowała bigosu, to zjesz przynajmniej na uspokojenie
>takiego wała, Piotrek wszystko wpierdolił jak byłeś w robocie
>w sumie to się nie dziwisz, że go żona zostawiła
>następnego dnia Piotrek bierze samochód i jedzie gdzieś na parę godzin
>w końcu trochę spokoju
>próbujesz into sexy z żonką, ale ta jakaś niechętna
>bolimniegłowa.mp3
>pewnie ma ci za złe, że wpuściłeś tego pasożyta do waszego mieszkania
>no nic, dzisiaj go wyjebiesz
>ze zniecierpliwienia zaczynasz nawet pakować jego rzeczy, pogwizdując przy tym Barkę
>żonka prosi, żebyś pojechał do sklepu po bułki
>ale nie kurwa takie zwykłe bułki
>supereko pełnoziarniste bułki ze zmielonych ziaren amarantusa tybetańskiego z dodatkiem drożdży andyjskich i spermy twojego starego
>dostępne tylko w sklepie na drugim końcu miasta
>zajebiście, nie masz nawet samochodu, bo Piotrek zabrał
>żona nalega
>pojedź, to będzie lodzik jak wrócisz
>jaja już masz całkiem spuchnięte, więc jedziesz od razu
>autobusem
>oczywiście tłum polaków biedaków
>autobus zajebany po brzegi
>grażyny z siatami drą ryje o miejsca siedzące
>jebie, jakby ktoś się tam zesrał
>w sumie to całkiem możliwe
>no ale jedziesz, napędzany myślą o lodziku
>kupujesz te jebane bułki po 9k za sztukę i wracasz do domu
>widzisz samochód stoi przed blokiem, pewnie Piotrek już wrócił
>zacierasz ręce, najpierw pozbędziesz się pasożyta, potem odbierzesz należne podziękowania od żonki
>zapowiada się dobry dzień
>ale chwila
>kurwa
>patrzysz na samochód
>zderzak wgnieciony
>lusterko urwane
>lakier porysowany
>tego skurwielowi nie darujesz
>wbiegasz po schodach na ósme piętro z szybkością Usaina Bolta po wciągnięciu kilograma fety dupskiem
>z kopa otwierasz drzwi wejściowe
>a dokładnie naprzeciwko ciebie Piotrek na parapecie zwiedza grotę nestle twojej 9/10 żonki
>nawet tobie nigdy na to nie pozwoliła
>wkurw przesłania ci wszystko inne
>tracisz kontrolę
>nie jesteś już sobą
>jesteś Płonącym Mieczem Zemsty, Wysłannikiem Nemezis, Rozpędzonym Nosorożcem, Nalotem Dywanowym na Drezno
>bierzesz rozbieg
>przód przód wysoka noga
>potężne kopnięcie wyrzuca Piotrka przez okno razem z szybą
>żonka patrzy na ciebie przerażona
>zdejmujesz ze ściany szpadę
>patrząc suce w oczy przebijasz ją na wylot
>odzyskujesz kontrolę
>na środku mieszkania płonie ognisko stworzone ze spakowanych wcześniej rzeczy Piotrka
>nad ogniem piecze się nadziane na szpadę truchło twojej żonki
>twarz ma już częściowo zjedzoną
>obok stoi otwarta butelka wyśmienitego chianti
>wszędzie wala się szkło - pozostałości po szybie która została wybita przez powietrzną wycieczkę twojego niedawnego kumpla
>panikujesz
>nie masz zamiaru spędzić reszty życia w pierdlu w sztumie
>przypominasz sobie innego znajomego z czasów studbazy, który może pomóc
>krążyły o nim zawsze dziwne historie, zadawał się z podejrzanym towarzystwem
>dokładnie jego teraz potrzebujesz
>wybierasz numer
>так?
>cześć, tu anon, potrzebuję pomocy
>opisujesz mu całą sytuację
>wydaje się nieporuszony
>zgadza się ci pomóc, pod jednym warunkiem
>mówi, że planuje rozkręcić pewien interes, jakąś akcję crowdfundingową, i w odpowiednim czasie poprosi cię o przysługę
>zgadzasz się, jakie masz inne wyjście
>opuść mieszkanie, ja się wszystkim zajmę. I pamiętaj, Чечня свободная!
>mija kilka tygodni
>cała sprawa przycichła
>jedno trzeba przyznać, znajomy spisał się świetnie
>śmierć Piotrka zostaje ogłoszona jako samobójstwo po przedawkowaniu marihuaen
>o żonce nikt nie słyszał, jakby nigdy nie istniała
>zastanawiasz się, jak głęboko sięgają koneksje twojego nowego przyjaciela i dobroczyńcy
>z drugiej strony odczuwasz pewną dozę wyrzutów sumienia
>widok ciała żonki pieczącego się nad ogniskiem nie daje ci spać po nocach
>zaczynasz pić
>więcej i więcej
>popadasz w coraz głębszy alkoholizm
>pewnego wieczora siedząc samemu przy flaszce postanawiasz spisać swoją historię
>przybiera ona formę piosenki
>pokazujesz ten napędzamy wódą i poczuciem winy mentalny wysryw swojemu nowemu przyjacielowi
>ten natychmiast ogarnia ci studio nagraniowe
>piosenka staje się popularna
>zaczynają puszczać cię w radiu
>grywasz coraz większe koncerty
>czujesz się spełniony
>jest tylko jeden mankament
>za każdym razem kiedy jadąc samochodem usłyszysz w radiu swoją piosenkę
>już od jej pierwszych słów
>mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski
>masz przed oczami byłą żonkę opiekającą się na ruszcie w waszym salonie
>ale to nic
>osiągnąłeś sukces
>nazywasz się Krzysztof Krawczyk

Komentarze